Ograniczenia
Idąc po zakupy na śniadanie (koło godziny 18) obaczyłem jakieś dwie dziewczyny siedzące sobie na chodniku. Pomyślałem "jakieś głupie, nie wiedzą, że na chodniku się nie siedzi". A w sumie dlaczego się nie siedzi?
I właśnie wtedy mnie olśniło. Ludzie, społeczeństwo budują sobie betonową klatkę, która z każdej strony jest ograniczona. Nie ma twardych "ścian" ale coś takie jak z tymi dziewczynami. One siedziały na chodniku! Budził się we mnie jakiś głos sprzeczności, bo przecież tak nie można. Zakodowane mamy już w zachowaniu takie a nie inne wzorce - jesteśmy ograniczeni swoją świadomością, swoim postrzeganiem świata.
I jak tak sobie przystanąłem i pomyślałem - to wszystko jest chore. Ograniczenia społeczne zaczynają żyć własnym życiem, uprzykrzając nasze istnienie, doprowadzając do łez i rozpaczy, sprawiają, że jesteśmy nieszczęśliwi. A teraz najlepsze - te ograniczenia nie istnieją. One są jedynie w naszych głowach. Jak można pozwolić żeby one kierowały naszym życiem? Nie wiem jak, ale można. I pozwala się na to codziennie.
Najlepszy przykład - rodzice. Ręka dam sobie uciąć, że 95% rodziców, z rodzin nie patologicznych, myśli o was właśnie tak. "Niech zdobędzie dobra pracę, ożeni się (wyjdzie za mąż), kupi mieszkanie i spłodzi potomka.". Nawet ostatnio w rozmowie z moim [T]atą coś takiego wyszło:
[T] - To jak to, chcesz zrezygnować z pracy, a z czego będziesz żył?
[j] - Mi wystarczy nie dużo kasy, byle się utrzymać i mieć dużo wolnego czasu. Wtedy będę mógł na spokojnie rozwijać moje projekty.
[T] - No ale jak będziesz kupował mieszkanie...
[j] - Nie będę kupował mieszkania. Ja jeszcze nie wiem, gdzie będę mieszkał dłużej, a tata mówi o mieszkaniu. Poza tym, mieszkanie to przywiązanie się do jednego miejsca, ja nie chce mieszkania.
[T] - Jak nie chcesz mieszkania! Każdy chce!
Czasami mam wrażenie, że rodzice chcą... albo inaczej. Mają listę rzeczy do wykonania, są na niej między innymi: oddać rękę mojej siostry, moją rękę również (:P), doczekać się wnuków (bo przecież każdy chce mieć dzieci), mieć pewność, że z siostrą będziemy mieć dobrą pracę, najlepiej na państwowej posadzie (bo taka najpewniejsza), żebyśmy mieli mieszkania itp.
Innymi słowy - chcą żebyśmy byli szczęśliwi... tak jak reszta społeczeństwa. To, że my myślimy trochę inaczej niż reszta społeczeństwa, że mamy inne spojrzenie na szczęście - to się jakoś nie można zmieścić w głowie. Tłumaczyłem już ze dwa razy ojcu, jaki mam plan na życie i jak chce żeby ono wyglądało. Słuchał, rozumiał, nie zgadzał się, ale zaakceptował. Dwa miesiące później zachowuję się, jakbym mu tego nie przedstawiał. Fail.
Ogólna myśl, którą chciałem przekazać - używajcie mózgu i róbcie to, co chcecie, bez patrzenia, czy to wypada. Jedyna zasada, której nie można przekraczać brzmi:

0 oszczerstw:
Prześlij komentarz